Aiuto da parte dell’Albero/ Pomoc ze strony Drzewa

Aiuto da parte dell’Albero/ Pomoc ze strony Drzewa

 Tutti conosciamo gli effetti meravigliosi che gli alberi hanno su di noi. Personalmente, sto lavorando con loro da tantissimi anni ormai, viaggiando per incontrare i loro Spiriti, facendo le offerte, chiedendo il loro aiuto e guida.
Una delle prime lezioni che ho ricevuto da loro tantissimo tempo fa diceva: “Per lavorare con noi devi riconoscere ed onorare il tuo Albero Sacro. Sei esattamente come noi, noi sentiamo la tua connessione ed è per questo che ti stiamo parlando, ma tu non sei ancora pienamente consapevole di chi tu sia davvero. Non conosci ancora le tue radici, non riconosci appieno i tuoi antenati, né li onori. Noi tutti sappiamo chi siamo, conosciamo le nostre radici, ecco perché la nostra connessione è così forte. Fino a quando non riconoscerai coloro che hanno vissuto prima di te, la tua connessione sarà molto limitata.”
Riconoscente per il loro consiglio e lezione, ho continuato i viaggi sciamanici per imparare da loro il più possibile.
Tante cose sono accadute nel frattempo, continuano ad accadere ed ho appreso moltissime lezioni personali.
Qui sotto vorrei condividere con voi una delle mie storie personali di qualche anno fa:

La salute di mia madre non è più come prima. Ha avuto alcune operazioni importanti nella sua vita, ha subito anche un ictus. Tra un mese compirà 80 anni.
Un giorno ricevetti una telefonata da mia sorella con l’informazione che nostra madre era stata portata all’ospedale con urgenza.
Febbre alta, vomito, diarrea. Le fu diagnosticata una Sepsi con previsioni assolutamente non ottimistiche. Organizzai tutto nel miglior modo possibile, però il primo volo per la Polonia era solo due giorni più tardi. Durante quei due giorni pregai gli Spiriti affinché me la facessero incontrare ancora nel suo corpo fisico. Quando finalmente arrivai all’ospedale, mia Mamma stava dormendo già da due giorni, senza svegliarsi, era così stanca e il suo corpo era esausto. Eravamo in tre: io, mia sorella e mia nipote. In quel preciso momento compresi di avere due scelte: potevo mettermi seduta e disperarmi insieme a loro, oppure potevo tentare di fare qualcosa. Non è facile per nessuno evitare di soffrire quando si tratta dei propri famigliari più vicini e cari. Ho detto loro di tenere gli eventuali visitatori fuori dalla stanza. Non c’era tempo né per domande, né per risposte: avremmo parlato più tardi.
Era Gennaio, pieno inverno. Mi misi in piedi vicino al suo letto e guardai fuori dalla finestra. Il paesaggio era tutto bianco, pieno di neve e la mia vista si soffermò su un albero spoglio. Un albero solitario. Mi misi in connessione con lui e mi rivolsi a lui con tutto il mio cuore: “Noto la tua bellezza, so che stai riposando ora, fiorirai di nuovo a primavera. Sei così possente e duraturo, nonostante ora sembri nudo. Mi dispiace disturbare il tuo sonno e il tuo riposo, mi aiuti ad aiutare mia madre, per favore?”. E chiusi gli occhi. Sentii la connessione con l’albero, con le sue radici, percepii l’energia fluire nel suo tronco dalla Terra verso l’Universo, sentii la sua forza vitale. Diventai un albero anche io… Percepii le radici di mia madre raggiungere le mie, sentii la sua forza pulsare ancora in lei. Diventammo entrambe un fascio di luce. Di luce e di amore. Non c’era più mia madre, non c’ero più io. Non c’era l’albero né noi: eravamo tutti un’unica forza, un’unica vita… Stavamo pulsando insieme seguendo un unico ritmo del cuore di nostra Madre Terra…
Mia sorella mi disse poi che ero rimasta così per circa mezz’ora e mia nipote vide un alone di luce attorno a me. Chissà….. L’unica cosa che so è che, circa un’ora più tardi nostra madre aprì gli occhi, riconoscendomi e chiedendo cosa stessi facendo là. Abbiamo riso e pianto contemporaneamente.
Una settimana dopo la sua convalescenza era terminata e tornammo a casa.
Per ringraziare l’albero del suo aiuto, portai alcune uova sode e le lasciai tra le radici dell’albero.
E, sinceramente, questo è stato il compito più arduo di tutti, visto che l’ospedale è sotto videosorveglianza!

Wszyscy znamy doskonale cudowny wpływ jaki mają na nas drzewa. Osobiście pracuję z Duchami Drzew już od wielu lat, odbywając podróże szamańskie aby je spotkać, składając im różne oferty w naszym wymiarze i prosząc je o wskazówki i pomoc w uzdrawianiu.

Jedną z pierwszych lekcji, wiele lat temu, które od nich otrzymałam było: „Aby pracować z nami musisz poznać i szanować twoje Święte Drzewo. Jesteś dokładnie taka sama jak my, my czujemy nasze powiązanie z Tobą i dlatego rozmawiamy z Tobą lecz Ty nie zdajesz jeszcze sobie w pełni sprawy, kim tak naprawdę jesteś. Nie znasz do końca jeszcze Twoich korzeni, nie uznajesz w pełni Twoich przodków ani ich nie czcisz. My, Drzewa, wiemy kim jesteśmy, czujemy nasze korzenie i dlatego jesteśmy takie silne i połączone. Dopóki w pełni nie uznasz tych, którzy żyli przed Tobą, nawet w odległych czasach, Twoja więź z nami będzie bardzo ograniczona.”
Wdzięczna za ich poradę i naukę kontynuowałam podróże 
szamańskie aby nauczyć się więcej, jeszcze więcej i coraz to więcej.
Wiele rzeczy i historii wydarzyło się od tamtego czasu, nadal się zdarzają.

Pragnę tutaj podzielić się z Wami jednąz moich osobistych historii. 

Zdrowie naszej mamy nie jest już tak dobre jak kiedyś. Przeszła w życiu kilka ważnych operacji, miała również i wylew. W tym roku kończy 80 lat.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie siostra z wiadomością, iż odwiozła naszą mamę do szpitala w trybie pilnym.

Wysoka temperatura, wymioty, biegunka.  Diagnoza: Sepsa, prognoza absolutnie nieoptymistyczna. Zorganizowałam wszystko najlepiej jak mogłam, jednakże najbliższy lot do Polski był dopiero dwa dni później. Podczas tych dwóch dni prosiłam moje Duchy Opiekuńcze, aby pozwoliły mi spotkać ją jeszcze w jej fizycznym ciele. Kiedy wreszcie dotarłam do szpitala, Mama spała już od dwóch dni, była wyczerpana, jej ciało było bardzo zmęczone. Byłyśmy w trójkę: ja, moja siostra i jej córka. Dokładnie w tym momencie zrozumiałam, iż miałam do wyboru dwie opcje: mogłam usiąść razem z nimi i mogłyśmy się poddać razem rozpaczy, lub mogłam spróbować coś zrobić. Nie jest nigdy łatwo umknąć rozpaczy, kiedy martwimy się o naszych najbliższych i najdroższych członków rodziny. Powiedziałam, aby broniły wstępu do sali ewentualnym gościom. Nie było czasu na pytania, ani na odpowiedzi, porozmawiamy później.  

Był styczeń, pełnia zimy. Stanęłam obok jej łóżka i spojrzałam przez okno. Krajobraz był biały, wszystko pokryte śniegiem i mój wzrok zatrzymał się na gołym, samotnym drzewie. Połączyłam się z nim i zwróciłam się do niego całym moim sercem: „Widzę twoje piękno, wiem, że odpoczywasz teraz, rozkwitniesz na nowo wiosną. Jesteś taki silny i długowieczny, pomimo, iż teraz wydajesz się nagi. Przykro mi, że ci przeszkadzam w twoim odpoczynku i śnie, pomożesz mi pomóc mojej mamie?” Zamknęłam oczy. Poczułam moją koneksję z drzewem, jego korzenie, odczułam jego energię płynącą wewnątrz pnia od Ziemie w kierunku Wszechświata, poczułam jego życiową siłę. Przeistoczyłam się w drzewo i ja… Poczułam korzenie naszej mamy sięgające moich, poczułam jak jej siła nadal w niej pulsuje. Przeistoczyłyśmy się obie w wiązkę światła. Światła i miłości. Nie było już naszej mamy, nie było już mnie. Nie było już drzewa, ani nas: byliśmy wszyscy jedną wspólną siłą, jednym wspólnym życiem… Pulsowaliśmy unisono, zgodnie z antycznym rytmem serca naszej Matki Ziemi…

Moja siostra powiedziała mi, że stałam tak około pół godziny, a moja siostrzenica widziała dookoła mnie światło. Kto wie… Jedyną rzeczą, którą wiem na pewno jest fakt, że około godziny później nasza mama otworzyła oczy, rozpoznając mnie i pytając się co tu robię. Śmiałyśmy się i płakałyśmy jednocześnie.  

Tydzień później rekonwalescencja dobiegła końca i wróciłyśmy do domu.  

Pragnąć podziękować drzewu za jego pomoc, zaniosłam między jego korzenie kilka ugotowanych na twardo jajek.

I, mówiąc szczerze, to była najtrudniejsza część całej przygody, ponieważ szpital jest monitorowany!

Lascia un commento